Pasek nawigacji Pasek nawigacji

Karta funduszu Karta funduszu

CASPAR Globalny Kat. S fundusz parasolowy

Rozmowa z zarządzającym subfunduszem Caspar Globalny – Andrzejem Miszczukiem.

Panie Andrzeju, jak się to wszystko zaczęło? Skąd Pana zainteresowanie rynkami finansowymi?
Andrzej Miszczuk: Na pierwszym roku studiów prawniczych miałem wykłady z ekonomii kapitalizmu. Tak wówczas nazywał się ten przedmiot. Do dziś dobrze pamiętam wykładowcę z SGH (dawniej SGPiS), który opowiadał, w jaki sposób zarządza się spółkami, jak funkcjonuje rynek kapitałowy. Wtedy zacząłem interesować się giełdą.

Rozumiem, że w Polsce rynek kapitałowy wówczas nie istniał, więc to była swego rodzaju abstrakcja. Kiedy więc dotknął Pan prawdziwej giełdy?
AM: Zanim zrobiłem pierwsze transakcje giełdowe, stale pogłębiałem moją wiedzę o spółkach. Wówczas nie zdawałem sobie sprawy jak ważna jest znajomość działalności poszczególnych spółek, nie wiedziałem również czym jest analiza fundamentalna. Ale czytałem wówczas miesięcznik Fortune i interesowałem się największymi korporacjami amerykańskimi i światowymi. Moim ulubionym tematem był wpływ korporacji transnarodowych na gospodarki poszczególnych krajów. To był temat polityczny, szeroko badany przez ONZ, a ja uczyłem się wówczas na czym polega globalne zarządzanie i transfer technologii. Nieświadomie, uczyłem się analizy spółek w ujęciu globalnym. Proszę sobie wyobrazić jak ważne były wówczas kursy walutowe i zarzadzanie nimi w ujęciu globalnym, aby zyski spółki nie zostały wymazane przez gwałtowną dewaluację waluty.

Zanim giełda w Polsce wystartowała w 1991 roku pan już zdobywał doświadczenie. W jaki sposób znalazł się pan w świecie finansów? Zaczął Pan handel na własny rachunek, czy zatrudnił się w jakiejś firmie inwestycyjnej?
AM: Pracowałem w prywatnych firmach, o różnych rozmiarach. Największa z nich zarządzała 1500 mld dolarów na kontach emerytalnych, funduszach rządowych i kontach prywatnych.

Proszę trochę opowiedzieć o tych pierwszych latach swojej aktywności? Czego przede wszystkim musiał Pan się nauczyć.
AM: Uczyłem się pokory przed siłami rynku. Wiedza i doświadczenie często zawodzą gdy rynek obiera swój kierunek. Wówczas należy wykształcać inną ważną cechę, wytrwałość i wielokrotne, krytyczne sprawdzanie naszych tez inwestycyjnych.

Jak wyglądały pierwsze doświadczenia?
AM: Pierwsze prawdziwe kroki inwestycyjne zaczęły się gdy musiałem zrobić lokaty dla klientów, parę milionów dolarów każda transakcja, przy wówczas istniejących odsetkach powyżej 15%. Ważnym krokiem była nauka analizy technicznej,  przydała się, gdy pracowałem z kolegami przy wymianie walut i przeżyłem wzrosty kursów dolara po wygranych wyborach Ronalda Reagana. W tym okresie uczyłem się tez analizy cen złota i inwestowania w metale szlachetne. Najważniejszym doświadczeniem, które ukierunkowało moja karierę była praca nad instrumentami pochodnymi, a głównie nad obligacjami zamiennymi na akcje (convertibles). Praca w tej dziedzinie dała mi wiele dobrego doświadczenia i satysfakcji.
Pierwsza transakcja giełdowa to był zakup 10 mln USD obligacji wymiennej Texaco . Trudno było mi uwierzyć, że zrobiłem tę transakcję przez telefon z osobą, której nie znałem. Zatelefonowałem więc ponownie do brokera, aby się upewnić, że transakcja została na pewno zawarta. Potraktował mnie bardzo poważnie i powiedział, że potwierdzenie transakcji otrzymam teleksem. Dzisiaj transakcji dokonuje się za pomocą systemów elektronicznych, chociaż istnieje bezpośredni kontakt telefoniczny między stronami. Podziwiam ten system oparty całkowicie na zaufaniu. Milionowe transakcje dokonane kilkoma słowami. Wartość zaufania w systemie giełdowym jest olbrzymia, dlatego lubię ten świat. Oszuści oczywiście istnieją, ale są systematycznie eliminowani i nie mają powrotu do tego świata. Najlepszym przykładem jest Michael Milken, Amerykanin, który rozwinął rynek obligacji high yield, później zaś został oskarżony za wykorzystywanie poufnych informacji. Dzisiaj jest filantropem i prowadzi bardzo pożyteczną działalność, ale na rynki finansowe nie miał już powrotu.

Gdzie Pan wtedy pracował?
AM: To było w Genewie. W międzyczasie spędziłem trochę czasu na uniwersytecie, też w Genewie, gdzie doszkoliłem się w finansach przedsiębiorstw i bankowości. To był moment, gdy rynek akcji ruszał w górę. Lata 1982 -1983, wówczas związałem się z firmą, w której spędziłem 25 lat. Naszą wyłączną działalnością było zarządzanie aktywami finansowymi w oparciu o analizę fundamentalną i dobrą znajomość spółek. To była polityka wieloletniego budowania i utrzymywania udziału w spółkach, tak jakby kupowało się całą firmę na bardzo wiele lat. Ta filozofia inwestycyjna daje najlepsze rezultaty. Trzeba umieć antycypować przyszłość i być wytrwałym, gdy pojawiają się niepowodzenia.

Był Pan już na rynku kilka lat, gdy zdarzył się krach 1987 roku. Pamięta Pan tamte wydarzenia?
AM: Bardzo dobrze pamiętam. Na wiosnę 1987 bank inwestycyjny Salomon Bros. (coś w rodzaju dzisiejszego Goldman Sachs) opublikował artykuł pokazując, że ceny akcji amerykańskich pójdą w górę w ciągu roku, a w październiku Dow Jones straci ok 500 punktów. Niewiele osób wierzyło w te przepowiednie. Ceny akcji rosły coraz silniej, dokonywano mnóstwo operacji fuzji i przejęć. Pamiętam jak duża spółka z Australii - Bell Group i Bell Ressources za pośrednictwem Merryll Lynch zaplanowała na październik wypuszczenie nowych akcji, obligacji i akcji zamiennych. Była to olbrzymia transakcja i dość atrakcyjna. Niestety, po krachu została anulowana. Pan Holmes à Court który miał zawładnąć dużą częścią giełdy australijskiej zbankrutował. Pamiętam, gdy otrzymywałem telefony z pytaniem ile zapłaciłbym za obligacje Texaco. Można było podać dowolną liczbę, a transakcja mogła się dokonać za ułamek ceny po której handlowano takim papierem poprzednio. Na szczęście wszystko wróciło dość szybko do normy i pojawiły się prognozy, że Dow Jones niebawem osiągnie poziom 8000. To też wydawało się wówczas niedorzeczne. Tylko giełda japońska została sparaliżowana na dłużej i potrzebowała ok. 2 miesięcy, aby powrócić do normalnego trybu zawierania transakcji na akcjach.

Po trzydziestu latach od tamtych wydarzeń mieliśmy do czynienia z kryzysem, który był o znacznie większej skali – kryzys hipoteczny w USA i jego konsekwencje. Czy te zdarzenia z 1987 i 2008 roku miały w Pana opinii ze sobą coś wspólnego?
AM: Wspólny element to drastyczna korekta cen. Jednak były to dwa zupełnie inne wydarzenia i odmienne przyczyny spadku cen. Czas trwania korekty był inny. Historycy rynków finansowych będą szukali wspólnych elementów, lecz dla inwestorów to były zdecydowanie dwa różne wydarzenia. Podam tylko dwa powody, stopień ingerencji banków centralnych oraz zasady funkcjonowania rynków kapitałowych w 1987 i w 2008 roku.

Ale w obu przypadkach, było przekonanie, że oto kończy się świat finansowy. Że nic nie będzie już takie samo. Z tą różnicą, że po krachu 1987 rynki dość szybko zaczęły odrabiać straty. No ale to wiemy po fakcie.
AM: Tak, po każdym załamaniu rynków finansowych występuje przekonanie, że to koniec świata rynków kapitałowych i giełdy. Większość inwestorów chce wówczas wszystko sprzedać i zapomnieć. Na szczęście dla nich, nie łatwo dokonać - transakcji w takiej atmosferze.  Powoli, gdy sytuacja się normalizuje, wracamy do logicznej wyceny aktywów i obroty nabierają tempa. Wówczas doceniamy prace analityka i jego wycenę wartości fundamentalnej spółki. W takich momentach zawieramy transakcje często w oparciu o cenę, którą sami podajemy. Aby transakcja mogła dojść do skutku potrzeba sprzedającego i kupującego. Zawsze się zastanawiam, co myśli osoba po drugiej stronie mojej transakcji i jakimi motywami kieruje się, gdy robi coś odwrotnego niż ja?

Od lat toczy się spór – z różnym natężeniem – między zwolennikami analizy technicznej i fundamentalnej, co Pan na ten temat sądzi?  
AM: Uważam, że analiza fundamentalna jest i zawsze będzie podstawą dobrego inwestowania, wyboru kierunków i konkretnych społek. Analiza techniczna pomaga w ustaleniu momentu dokonania transakcji i horyzontu inwestycyjnego. Dodam, że przy analizie technicznej ważna jest informacja o wolumenie obrotów, a przy analizie fundamentalnej jakość i wizja zarządzających.

Jakie zdarzenie, albo jaka książka była przełomowa w Pana karierze. Coś co zmieniło dotychczasowy sposób patrzenia na rynki?
AM: Miałem to szczęście, że mogłem bezpośrednio rozmawiać z ludźmi, którzy pisali książki. Nie musiałem więc ich czytać, zadawałem im pytania i słuchałem ich opowieści. Wśród nich był np. Jack Welch. Ale przyznam, że nauczyłem się bardzo dużo od osób skromnych, które książek nie pisały. To były osoby o wysokich standardach etycznych i ceniły sobie wysoko spokój życia prywatnego. Przełomem dla mnie była transakcja na akcjach Guinness plc. W mojej transakcji zarobiłem 8%, kupując bardzo tanio te akcje, po dramatycznym ich spadku. Kolega z pracy, z dużym doświadczeniem, przejął te akcje ode mnie gdy ja je chciałem sprzedać. W ten sposób akcje pozostały w portfelu naszych klientów. Kolega zarobił ponad 100% w ciągu następnych kilku lat. Wówczas zrozumiałem co to jest inwestowanie długoterminowe, ze znajomością wartości spółki i trendów gospodarczych. Z tradera stałem się inwestorem.

Gdyby miał Pan powiedzieć dlaczego fundusze inwestycyjne są dobrym wyborem dla ludzi szukających sposobu inwestowania, jakich argumentów by Pan użył.
AM: Jest jeden koronny argument: to dywersyfikacja, dobra dywersyfikacja. Dostęp do szerokiego wachlarza inwestycji, akcji, obligacji, instrumentów pochodnych. Do tego inwestowaniem zajmuje się specjalista, który ma tylko to jedno zadanie - zarządzać naszymi pieniędzmi. Inne argumenty dotyczą spraw administracyjnych, kosztów, itd. Fundusze są instrumentem ociężałym, ale dają lepsze gwarancje niż portfel indywidualny jeśli chodzi o wypełnienie podstawowej funkcji jaką jest ochrona kapitału.

Mamy połowę 2016 roku. Duża zmienność, wydarzenia, które wpływają na rynki i na ich gwałtowność (m.in. Brexit, pucz w Turcji), jakie są według Pana perspektywy na drugą połowę roku?
AM: Moim zdaniem będziemy obserwowali wciąż silną zmienność. To również sprawia, że rynek jest atrakcyjny  - nigdy nie ma pewności, ale jest nadzieja. Dzięki zajęciu dobrej pozycji możemy zyskać. W razie strat, trzeba wiedzieć jak zareagować. Oczekuję pełzającego wzrostu gospodarczego, poza kilkoma wyjątkami. Do rynku akcji na pewno nie przyciągają inwestorów obawy przed krachem. Wydaje mi się, że wydarzenia na rynkach będą również pod wpływem wyborów prezydenckich w USA oraz podwyżek stóp procentowych.  Gdybym miał dać wskazówki, gdzie szukać dobrych okazji zwróciłbym uwagę na kilka kwestii. Przede wszystkim dochody z dywidend są wyższe niż rentowność obligacji. Warto zwrócić uwagę na sektor obronny, no i oczywiście pamiętać o tym, że nowe technologie mają niesłychany wpływ na nasze codzienne życie.

autor: Caspar TFI

Widok zawartości stron Widok zawartości stron


Zastrzeżenia prawne

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. ostrzega, że przedstawione historyczne wyniki finansowe funduszu inwestycyjnego nie stanowią gwarancji osiągnięcia podobnych wyników w przyszłości i nie powinny być podstawą podejmowania jakichkolwiek decyzji inwestycyjnych.

Pełna informacja dotycząca wysokości opłat bieżących pobieranych przez TFI z tytułu posiadania, zamiany lub umorzenia jednostek uczestnictwa funduszy zawarta jest w Kluczowych Informacjach dla Inwestorów danego Funduszu, znajdujących się w Karcie funduszu w zakładce Dokumenty.

Widok zawartości stron Widok zawartości stron