Pasek nawigacji Pasek nawigacji

Lista artykułów Lista artykułów

Rozmowa z Radosławem Pelą – zarządzającym funduszami w PKO TFI (PKO Akcji Rynku Złota i PKO Surowców Globalny)

Ponad dwadzieścia lat na rynku to mnóstwo czasu. Pamięta Pan jeszcze początki? Skąd zainteresowanie rynkiem w momencie, gdy w Polsce dopiero powstawał i właściwie nikt niczego nie wiedział?

R.P. Gdy zaczynałem pracę w sektorze też niczego nie wiedziałem. Co więcej rynek kapitałowy, przynajmniej na początku, nie bardzo mnie interesował. Ale dom maklerski, w którym zacząłem pracę w odróżnieniu od uczelni, która chciała mnie zatrudnić przynajmniej płacił jakieś pieniądze. Może na początku niewielkie ale zawsze jakieś. Dziś jest zupełnie inaczej: nie ma możliwości osiągania dobrych czy nawet średnich wyników bez szerokiej wiedzy na temat rynku, co możliwe jest niemal wyłącznie, jeśli traktujemy swoja pracę w dużej mierze jako pasję.

Na początku lat 90. giełda przyciągnęła mnóstwo osób mirażem możliwych zysków. Trwała superhossa. Wiele z nich zaczęło później zawodowo zajmować się rynkiem. Pan mówi, że rynek za bardzo  Pana nie interesował. To dość nietypowe?

R.P. Trafiłem na rynek już po pęknięciu bańki pierwszej hossy. To była polowa lat dziewięćdziesiątych. Mój kolega organizował POK jednego z małych prywatnych biur maklerskich i potrzebował ludzi. Robiliśmy wszystko, zaczynaliśmy od skręcania mebli. Mniej więcej po pół roku zacząłem pracować dla centrali tej firmy jako analityk i w sumie dopiero ta praca zaczęła mnie powoli wciągać. Kolejny pracodawca (duży bankowy dom maklerski) został już wybrany przeze mnie w pełni świadomie.

Co w tamtym czasie oznaczała w Pana wypadku praca analityka? Jakie metody, spojrzenie na rynek? Jak wyglądał warsztat.

R.P. W porównaniu z wiedzą i umiejętnościami koniecznymi dzisiaj rynek naprawdę był mało wymagający. Wszyscy tak naprawdę uczyli się warsztatu. Narzędzia których wtedy używałem, np. do wyceny spółek, nie da się porównać z tym czym posługuję się dzisiaj.

Dziś zarządza Pan przede wszystkim funduszami koncentrującymi się na rynkach surowcowych. Wciąż jednak są to fundusze akcyjne. Jak wygląda proces wyboru inwestycji? Jakie kryteria Pan stosuje, na co zwraca przede wszystkim uwagę.

R.P. W odróżnieniu do innych branż, najważniejsza jest trafna analiza i percepcja przyszłych trendów na poszczególnych rynkach surowcowych. Stawiałbym, że statystycznie to 60% recepty na sukces w zarządzaniu aktywami akcyjnymi z tej branży, 30% to analiza samych spółek (bardziej jakości ich aktywów i zmienności cash flow w stosunku do zmienności cen ich produktów niż bieżących wyników operacyjnych i finansowych), 10% umiejętności tradingowe. Osobiście staram się łączyć wszystkie aspekty, ale też pewnie u mnie ten podział jest przesunięty nieco od ww. modelu w kierunku analizy samych spółek, a raczej ich aktywów, patrząc przez pryzmat poświęconego przeze mnie czasu byłoby to 45%/45%/10%.
W wyborze ekspozycji na dany surowiec oczywiście najważniejsze rzeczy to perspektywa popytu, podaży oraz zmian na krzywej kosztowej. W wyborze podmiotów staram się łączyć wysoką, lub w zależności od sytuacji ujemną betę na zmiany cen danego surowca z jakością aktywów, bieżącą sytuacją bilansu, jakością strategicznego zarządzania spółką, spodziewanym kierunkiem zmian na rynku walutowym.

Teoretycznie część surowców nie jest mocno skorelowana z indeksami akcji. Jednak ponieważ mamy do czynienia ze spółkami, czyli de facto akcjami wiele z nich porusza się w znacznej części zgodnie z ogólnym trendem rynku. W jaki sposób i czy w ogóle próbuje Pan uniknąć tej korelacji?

R.P. Oczywiście istnieje taki zjawisko. Podam przykład – największą "surowcową" spółką na świecie jest dziś Exxon Mobil, który skorelowany jest bardziej z amerykańskim rynkiem akcji niż ze zmianami cen ropy. Jest to podmiot bardzo mocno zdywersyfikowany i w zasadzie wpływ zmian cen ropy na jego notowania w stosunku do ogólnej koniunktury gospodarczej (reprezentowanej przez np. marże petrochemiczne, rafineryjne czy detaliczne) jest mniejszy. Do trafnej oceny w przypadku Exxon zapewne większe znaczenie będzie mieć dogłębna analiza samej spółki oraz ogólnych trendów na rynku niż spodziewany kierunek zmian cen ropy. Choć na pewno wzrost jej ceny na notowania Exxon Mobil przy nie zmienionych innych czynnikach wpływa pozytywnie, nie jest to w końcu Apple.
W przypadku spółki takiej jak polskie JSW sytuacja jest odwrotna. W zasadzie dla ceny rynkowej istotna jest tylko cena węgla koksującego i kierunek jej zmian. Aktualny czy przyszły trend na GPW, czy nawet ogólne trendy w światowej gospodarce nie są tu istotne.
Moim zadaniem nie jest unikanie korelacji z ogólną tendencją rynkową, ale pokonanie trendu (w sensie stopy zwrotu) na rynku producentów surowców.

Spójrzmy na to od strony przeciętnego inwestora. Z jednej strony podczas hossy on chciałby zarabiać na akcjach. Z drugiej, gdy na rynku akcji panuje dekoniunktura, może wybierać fundusze surowcowe, np. związane z rynkiem złota, przekonany, że to go uratuje, a nawet da mu ponadprzeciętne zyski. To jednak jest dość złudne. Jak powinien podchodzić do funduszy takich, jakimi Pan zarządza?

R.P. Fundusz spółek surowcowych powinien poruszać się zgodnie z ogólnym trendem, ale z uwagi na ryzyko z dużo większą amplitudą. Teoretycznie powinno być też tak że rynki surowcowe swoje trendy zaczynają nieco wcześniej i wcześniej kończą niż ogólne trendy na rynku. Z funduszem spółek "złotowych" jest trochę inaczej. Rynek bardzo często traktuje je jako ubezpieczenie przed spadkiem cen akcji, a czasem dokładnie tak samo jak pozostałe spółki surowcowe, co powoduje bardzo wysoką zmienność wyceny. Aktualna sytuacja jest dodatkowo zagmatwana z uwagi na "ciekawą" politykę monetarną wielu kluczowych banków centralnych.
Należy pamiętać też o tym że inwestując w subfundusze którymi zarządzam nie inwestujemy w złoto, ropę, miedź i stal, ale w spółki, które je produkują. W ich wycenie to najważniejszy czynnik, ale nie jedyny, trudno sobie wyobrazić np. +30% na indeksie spółek „złotowych” przy spadających mocno cenach złota, ale przy płaskiej cenie, plus przy innych czynnikach pozytywnych, dlaczego nie.

Czy uwzględnia Pan mody na rynku. Nawet przy wyraźnych sygnałach przegrzania jakiejś klasy aktywów?

R.P. Moda na rynku to zawsze jest duża szansa..., szansa aby zająć dobrą krótką pozycję, zwłaszcza jeśli trwa dość długo. Subfundusz którym zarządzam ma jednak charakter „long only” (nie zajmuje krótkich pozycji), więc w tym sensie mód nie wykorzystuje. Zawsze jednak jest to szansa aby zlikwidować dobrze zarobioną długą pozycję jeśli taką się wcześniej, zanim ww. moda się pojawiła, zajęło.

Zwrócił Pan uwagę na to, że wynik takich strzałów jest nie do powtórzenia. Czasami też, na efekty "uracjonalnienia" spostrzegania przez rynek czeka się wiele miesięcy, a może nawet lat. Chciałbym, żebyśmy chwilę porozmawiali o sferze emocjonalnej. Jak Pan sobie radzi choćby z takimi sytuacjami - oczywistej okazji, która jednak nie realizuje się zbyt często. Albo czegoś zauważonego, ale faktycznie nie zrealizowanego lub zbyt późnej reakcji.  Czy ma Pan jakieś własne techniki radzenia sobie ze stresem?

Nie stosuję żadnych specjalnych technik, ale raczej sobie radzę z tym problemem. Trzeba zawsze pamiętać, że nieefektywności rynku są nie tylko szansą, ale i zagrożeniem dla wyników inwestycyjnych. Najważniejsza jest akceptacja faktu, że można przegrać z rynkiem nie popełniając błędów oraz tego, że często się je popełnia. Dla mnie dużą pomocą w walce ze stresem jest sport.

Żyjemy w "ciekawych czasach" - kryzys rosyjski, azjatycki, pęknięcie bańki internetowej, kryzys hipoteczny, zagrożenie strefy euro, szaleńcze załamania kursów w wyniku błędów i rozwoju technologii. Pamięta Pan jakieś szczególnie trudne chwile? Takie, po których musiał Pan wyraźnie mocno "odetchnąć"?

Momenty, gdy trzeba odpocząć od rynku, zdarzają się często. Trudno mi mówić o jakimś konkretnym wydarzeniu, bo ze swej natury wszystkie przez Pana wymienione były niełatwe, i to nie tylko z uwagi na ponoszone straty, ale też często nadspodziewane zyski.

W jaki sposób przekonałby Pan ludzi do wyboru funduszy jako atrakcyjnej formy inwestowania?

PKO Surowców Globalny jest jednym z naszych najbardziej ryzykownych subfunduszy, ale udaje nam się bardzo sprawnie wykorzystywać szanse jakie niesie zmienność cen na rynku surowców i ryzyko tego rynku. W okresie od kiedy zarządzam tym subfunduszem jego stopa zwrotu przekroczyła o ponad 50 punktów procentowych stopę zwrotu z ogólnoświatowego benchmarku dla spółek surowcowych, czyli MSCI ACWI Commodity Producers Index. Nasz subfundusz w tym okresie zarobił ponad 30%, zaś. indeks stracił ponad 20%. Rok 2016 jest bardzo udany dla subfunduszu. Cieszę się, że udało się wykorzystać szanse, które zwłaszcza na początku roku, dawał rynek surowców. Ten wynik nie jest oczywiście żadną prognozą na przyszłość ani też gwarancją sukcesu, ale jest efektem mocno rynkowego podejścia do zmian cen samych surowców z jednej strony, a z drugiej żmudnej pracy nad ocenę wartości poszczególnych spółek. To na pewno się nie zmieni.

Mamy początek nowego roku. Czy ma Pan jakieś oczekiwania, co do najbardziej atrakcyjnych rynków, klas aktywów?

Wydaje mi się, że rok 2017 powinien być trudniejszy niż 2016 pod wieloma względami. Ale oznaczać to będzie także większe szanse. Mam oczywiście swoich faworytów. W 2016 roku były to metale szlachetne, cynk i stal, mocno zaskoczyły mnie natomiast wzrosty cen węgla.  W 2017 też będą duże zaskoczenia, zapewne w obu kierunkach.

Dziękuję za rozmowę.

 

Sprawdź kartę funduszu PKO Surowców Globalny >>
Sprawdź kartę funduszu PKO Akcji Rynku Złota >>

powrót

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Biuletyn o funduszach Bossafund

wyszukaj fundusz