Pasek nawigacji Pasek nawigacji

Lista artykułów Lista artykułów

Rozmowa z Michałem Sikorskim - Zarządzającym Funduszem BPH Globalny Żywności i Surowców

Panie Michale, jak się zaczęła Pana przygoda z rynkiem kapitałowym?
M.S. Moja przygoda zaczęła się w podstawówce od przyglądania się notowaniom „ulubionych" spółek, które drukowano w gazetach. Potem odkryłem telegazetę. Na początku liceum postarałem się o konto maklerskie, zlecenia można było składać w POK, a na studiach zacząłem inwestować na poważniej. Zawodowo z giełdą związałem się „niestety" dopiero na szczycie hossy w 2007 roku, jako analityk w BZ WBK TFI. Kolejne dwa lata, były niezwykłą szkołą życia dla wszystkich inwestorów giełdowych.


Jak ważne było to doświadczenie - rozpoczynać aktywność podczas długiej hossy (takiej jak ta trwająca w latach 2003-2007) i rozpocząć pracę niemal w samym szczycie?
M.S. Ponieważ inwestowałem od 1998, z różnymi sukcesami, ten okres hossy 2003 -2007 był zupełnie czymś wyjątkowym i niespotykanym. Pamiętam zdziwienie, gdy na portfelu moich spółek zwrot był większy niż efekt zarobkowej pracy wakacyjnej za granicą. Potem, już w pracy w 2007 pamiętam bardzo wysokie napływy do funduszy i jednocześnie bardzo wysokie wyceny mnożnikowe spółek.  Kolejne 1,5 roku przyniosło rynkowi „sprawdzam" i było niezwykle cennym doświadczeniem dla inwestorów.  Z astronomicznego szczytu w 2007 doszliśmy do dołka w 2009 roku, gdzie niektóre spółki były wyceniane niżej niż wartość gotówki posiadanej przez nie na rachunkach.


Proszę opowiedzieć trochę o tych amatorskich początkach? Jak to wyglądało?
M.S. Amatorskie początki były różne. Przede wszystkim nie miałem pojęcia o wszystkich narzędziach i podejściu, które stosuję do spółek dzisiaj. Inwestowałem w firmy, których produkty kojarzyłem i stwierdziłem, że mogą się podobać, bądź w zakłady przemysłowe, które mijałem podczas wakacyjnych podróży. Przy niewielkim portfelu i wysokich kosztach transakcji w ówczesnym czasie, koncentracja portfela była bardzo wysoka.


Ale takie podejście nie jest niczym złym. Ono często jest przywoływane choćby przez Buffetta – inwestuj w firmy, których produkty znasz i rozumiesz?
M.S. Czyli podświadomie wybrałem jedną z jego zasad. Jednak inwestowanie jest procesem bardziej złożonym, co widać też po ilości publikacji Buffeta.


W którym momencie zaczął Pan rozglądać się za spółkami poza polskim rynkiem? Już w momencie podjęcia pracy w funduszu, czy wcześniej?
M.S. Dla początkującego inwestora ze stosunkowo niewielkim portfelem rynek zagraniczny w ówczesnym czasie nie był tak dostępny.  Przyśpieszenie polskiej gospodarki, jakie nastąpiło po wejściu do Unii przekładające się na sytuację na GPW i zachowanie indeksów sprawiało, że dywersyfikacja geograficzna nie wydawała się wtedy istotna.


Rozpoczyna Pan pracę jako analityk w funduszu i co nagle zaczyna się zmieniać w Pana podejściu do rynku, w porównaniu do inwestowania na własny rachunek?
M.S. Delikatnie mówiąc, nastąpiło istotne poszerzenie widnokręgu. Zmienia się wszystko.  Wcześniej giełda to był głównie arkusz notowań. Profesjonalny zespół inwestycyjny ma dostęp do większej ilości informacji, serwisów krajowych i zagranicznych, analiz danych makro, zarówno krajowych, jak i zagranicznych, do analiz i prognoz brokerów, głębokiej analizy działalności spółek pozwalającej na budowę złożonych modeli. Każdy nowy pomysł inwestycyjny przechodził przez gęste sito, analityk musiał przekonać zarządzających do swojego pomysłu.


Czego pan szuka, jak ocenia Pan inwestycje, no i w końcu, jak przekonuje Pan innych w zespole do swoich pomysłów?
M.S. Po awansowaniu na pozycję zarządzającego przekonywanie siebie do inwestycji jest znacząco łatwiejsze. Inwestujemy fundamentalnie, szukamy niedocenionych, mało znanych spółek.  Staramy się również rozpoznawać procesy zachodzące w kraju i na świecie – trafne wytypowanie spółek, które zarobią bądź stracą na tych zmianach, zanim zrobi to reszta rynku pozwala odnieść bardzo dobre rezultaty. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza na rynku surowców.


Co było najtrudniejszym elementem pracy analityka?
M.S. Analityk poświęca sporo czasu na analizę i przygotowanie pomysłu, a potem musi przekonać do niego innych, co nie zawsze jest łatwe, zwłaszcza przy tzw. niekonsensusowych pomysłach.


Kolejny etap w pracy zawodowej, czyli już nie tylko analityk tylko zarządzający portfelem. Jakich zmian w podejściu i nastawieniu Pan dokonał?
M.S. Zarządzający to większa odpowiedzialność, ale też większa zdolność do realizacji własnych pomysłów. Szersze wyjście na inne sektory i dowolność w wyborze. Podejście do pomysłów pozostało to same, a doszło dążenie do jak najlepszej realizacji pomysłów – czyli jak najszybszego i najtańszego alokowania funduszu.


Rozumiem, że koncentruje się Pan na fundamentach – a co z wykresami i oceną techniczną? Czy ona ma jakiekolwiek znaczenie?
M.S. To prawda, koncentrujemy się na fundamentach. Jednak z doświadczenia widzę, że obraz fundamentalny poparty atrakcyjną sytuacją techniczną daje największe szanse odniesienia sukcesu.


Proszę opowiedzieć o najtrudniejszym do tej pory momencie. Rozpoczął Pan działalność zawodową niemal w przededniu największego kryzysu od dziesięcioleci?
M.S. Tych momentów było kilka – irracjonalne spadki kursów w końcówce bessy na przełomie 2008 i 2009. Potem jeszcze irracjonalny zamach na OFE w wykonaniu rządzących, wywracający założenia pierwotnej reformy i osłabiający polski rynek kapitałowy będący przecież podwaliną naszej ciągle wschodzącej gospodarki.


Z drugiej strony – czy pamięta Pan jakiś wyjątkowo dobry „strzał", postawienie na odpowiedni segment, moment wejścia?
M.S. Takie momenty zdarzają się cyklicznie. Zarówno zauważenie panującego hurraoptymizmu jest zazwyczaj najlepszym momentem wyjścia, tak samo panujący skrajny pesymizm jest dobrym momentem do wyjścia na łowy. Jak już wcześniej mówiłem, staranie się „czytania" świata i próba zidentyfikowania, jaki wpływ na dane sektory czy spółki mogą mieć zachodzące w świecie czy kraju zmiany.  To pozwala odkryć pojawiające się okienka możliwości i uzyskać ponadprzeciętną stopę zwrotu.


Co jest w Pana ocenie najtrudniejsze w pracy zarządzającego funduszem?
M.S. Największym przeciwnikiem jest czas i testowanie własnych scenariuszy – szukanie „rys na obrazie".


Jak radzi Pan sobie z nieuniknionymi na rynku kryzysami emocjonalnymi?
M.S. W takich momentach zawsze staram się odpowiedzieć na pytanie czy rozumiem to co się dzieje wokół, czy rynek może dyskontować coś, czego my jeszcze nie widzimy. Może jeszcze o tym nie wiemy albo czy dane i informacje płynące z realnej gospodarki mogą usprawiedliwiać dany ruch. Jeżeli starannie podejdziemy do tematu jesteśmy w stanie stwierdzić, że dany ruch poszedł już za daleko, a rynek właśnie przereagowuje.


Fundusze inwestycyjne są jedną z najlepszych form inwestowania dla osób, które nie mają czasu. Ale też są równie często są krytykowane. W jaki sposób przekonałby Pan indywidualnego klienta do wyboru tej formy inwestowania?
M.S. Sam mam negatywne doświadczenia ze sprzedawcami bankowymi, którzy proponują fundusze na zasadzie: jaką (historyczną) stopę zwrotu pan wybiera? Przez to największe napływy do funduszy następują w okolicach szczytów – jakie są potem konsekwencje dla zwrotu z portfela oraz zaufanie klientów? Zawsze powtarzam, że wybierając fundusz należy wykonać trochę własnej pracy: zastanowić się nad dywersyfikacją portfela – w zakresie klas aktywów, jak również alokacji geograficznej, zwrócić uwagę na poziom opłat pobieranych przez fundusze oraz porównywać je na tle innych podobnych.  W Internecie jest obecnie kilka serwisów i portali umożliwiających dokładne przyjrzenie się funduszom i ich wynikom. Dają również możliwość porównana wskaźników efektywności zarządzania na tle innych, podobnych funduszy. Powinniśmy wybierać fundusze, niekoniecznie z pierwszego miejsca, ale te które sukcesywnie na przestrzeni kilku lat utrzymują się w czołówce oraz zwrócić uwagę na poziom opłat.
Oczywiście zaletą inwestowania na giełdzie jest potencjalny wzrost wartości w przyszłości. Jeżeli będziemy wpłacać pieniądze systematycznie uchronimy się przed ryzykiem jednorazowej wpłaty na szczycie. W długim terminie możemy uzyskać stanowczo lepsze wyniki inwestycyjne od tych, które prezentowane są jako „bezpieczne i pozbawione ryzyka".

 

Sprawdź kartę funduszu BPH Globalny Żywności i Surowców >>
 

powrót

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Biuletyn o funduszach Bossafund

wyszukaj fundusz